Skip to main content
Satan (2421 m n.p.m.)

Satan (2421 m n.p.m.)

-Dwa Szatany zdobywają Szatana

Są góry, które po prostu trzeba zdobyć. Nie dlatego, że są najwyższe. Nie dlatego, że prowadzi na nie najpiękniejszy szlak.

Po prostu… nie wypada ich odpuścić. Kiedy od kilku lat prowadzisz projekt Dwa Szatany w górach, prędzej czy później przychodzi moment, w którym trzeba stanąć na Szatanie. I właśnie ten dzień w końcu nadszedł. Co ciekawe, wcale nie udało się za pierwszym podejściem.

Szczyt Szatana
  
SzczytSatan
Wysokość2421 m n.p.m.
PaństwoSłowacja
PasmoTatry Wysokie
Korona Turystyczna Tatr❌ Nie
Wielka Korona Tatr❌ Nie
Znakowany szlak❌ Nie
Rodzaj wejściaPozaszlakowe
Najlepszy okreslato
Poziom trudnościśrednio trudny teren wysokogórski

Dlaczego warto zdobyć Szatana?

Bo to jeden z tych szczytów, które pozwalają poczuć prawdziwy klimat tatrzańskiej eksploracji. Nie prowadzi tutaj znakowany szlak. Nie spotkacie tłumów. Nie ma kolejek do łańcuchów. Jest za to cisza, ogromna przestrzeń i satysfakcja z odnalezienia własnej drogi pomiędzy skalnymi blokami.

Co ważne, wejście nie jest całkowicie „dzikie”. Trasa jest od lat uczęszczana przez taterników i ambitniejszych turystów, dlatego prowadzi po niej dobrze widoczna ścieżka oznaczona kamiennymi kopczykami, które znacznie ułatwiają orientację.

Pierwsze podejście zakończyło się odwrotem

To była jedna z tych decyzji, z których dziś jesteśmy najbardziej zadowoleni. Wyruszyliśmy z zamiarem zdobycia Szatana. Pogoda od początku nie była idealna, ale postanowiliśmy spróbować. Im wyżej jednak wychodziliśmy, tym chmury stawały się coraz bardziej niepokojące. Widoczność zaczęła szybko spadać. W górach nie warto walczyć z pogodą. Jeszcze przed wejściem w pozaszlakowy teren podjęliśmy decyzję o odwrocie. Bez żalu;) Bo Tatry będą stały także jutro. Oberwanie chmury było straszne, także wróciliśmy z pokorą do Štrbské Pleso na piwo i suszyliśmy się godzinę na słońcu 😉

I rzeczywiście… Dwa dni później wróciliśmy. Tym razem warunki były dokładnie takie, o jakich marzy każdy górołaz. 

Podejście na Szatana

Punktem startowym było Szczyrbskie Jezioro (Štrbské Pleso). Początek trasy prowadzi dobrze znanym szlakiem w stronę Wodospadu Skok. To fragment, który poznaliśmy już wcześniej podczas wycieczki na Bystrą Ławkę. Za wodospadem szlak prowadzi dalej przez Dolinę Młynicką, stopniowo odsłaniając coraz bardziej surowy krajobraz Tatr Wysokich. Dopiero wyżej opuszcza się znakowaną trasę. Od tego momentu zaczyna się zupełnie inna przygoda.

Poza szlakiem

Choć na Szatana nie prowadzi oficjalny szlak turystyczny, orientacja w terenie nie sprawia większych problemów. Ścieżka jest wyraźnie widoczna, a kolejne odcinki oznaczono licznymi kamiennymi kopczykami, które prowadzą niemal pod sam wierzchołek. Oczywiście nie zwalnia to z zachowania ostrożności. To nadal teren wysokogórski. Nie ma tutaj znaków, zabezpieczeń ani przypadkowych turystów. W zamian dostaje się coś znacznie cenniejszego- spokój.

😈 Szatańska historia

Nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego miejsca. Dwa Szatany… na Szatanie. Przez większość dnia nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. Na samym szczycie byliśmy zupełnie sami.

No… prawie 😉 Jedyną „żywą duszą”, która pojawiła się w okolicy, był paralotniarz, który przeleciał nad naszymi głowami, pomachał nam z góry i po chwili zniknął gdzieś nad Doliną Mięguszowiecką. Trudno o bardziej nietypowe spotkanie na szczycie 😉

Wodospad Skok
Grań Baszt widziana z Doliny Młynickiej

Podejście granią na Szatana

Po opuszczeniu znakowanego szlaku krajobraz zmienia się bardzo szybko. Wydeptana ścieżka ustępuje miejsca skalnym płytom, rumowiskom i głazom, pomiędzy którymi prowadzi wąska ścieżka wyznaczona kamiennymi kopczykami. Nie jest to jednak błądzenie po bezdrożach- wręcz przeciwnie.

Kto zachowuje uważność, bez większego problemu odnajdzie właściwy przebieg podejścia. Kopczyki pojawiają się regularnie i dobrze prowadzą przez kolejne partie góry. To właśnie tutaj najbardziej czuć różnicę pomiędzy szlakiem turystycznym a górską eksploracją. Nie ma już kolorowych znaków. Nie ma tabliczek. Nie ma drogowskazów. Jesteście tylko Wy, góra i intuicja.

Ostatnie metry

Im bliżej szczytu, tym teren staje się bardziej surowy. Nie jest to wspinaczka wymagająca używania liny, ale momentami trzeba podeprzeć się rękami i uważnie wybierać kolejne stopnie pomiędzy ogromnymi granitowymi blokami. To klasyczny teren taternictwa łatwego. Nie sprawia większych trudności osobom mającym doświadczenie poza szlakiem, ale wymaga skupienia i pewnego poruszania się po skale. Był dosłownie może jeden czy dwa trudniejsze momenty, ale każdy kto ma obycie w terenie wysokogórskim bez problemu je pokona 😉 Każdy kolejny metr wynagradza jednak rosnącą panoramą. Za plecami zostaje Dolina Młynicka, coraz wyżej widać Dolinę Mięguszowiecką, na horyzoncie wyrastają kolejne dwutysięczniki.

A przed nami…Szczyt Szatana – i cała grań Baszt ! Na szczycie mały krzyż 😉

W tle grań Baszt
Widok na wierzchołek Szatana

😈 Szatański werdykt

Satan nie jest szczytem dla każdego. I właśnie to jest jego największą zaletą. Nie prowadzi tu znakowany szlak, nie ma tłumów ani kolejek do zdjęcia. Żeby stanąć na wierzchołku, trzeba świadomie zejść z utartych tras, zaufać własnym umiejętnościom i zaakceptować, że w górach czasem trzeba zawrócić i spróbować ponownie. To właśnie dlatego wejście na Szatana daje tak ogromną satysfakcję. Nie zdobywa się go przypadkiem.

Ocena Dwa Szatany 
Widoki⭐⭐⭐⭐⭐
Wysiłek⭐⭐⭐☆☆
Trudność⭐⭐⭐⭐☆
Satysfakcja⭐⭐⭐⭐⭐
Czy wrócimy?Jeszcze jak! Grań Baszt ma zdecydowanie więcej do zaoferowania niż tylko Szatana.

Podsumowanie

Satan (2421 m n.p.m.) od dawna był na naszej liście marzeń. Nie tylko dlatego, że to piękny pozaszlakowy szczyt w sercu Tatr Wysokich, ale również dlatego, że dla Dwóch Szatanów zdobycie… Szatana miało po prostu wyjątkowy, symboliczny wymiar.

Paradoksalnie najbardziej zapamiętaliśmy nie sam szczyt, ale decyzję o odwrocie dwa dni wcześniej. Chmury zaczęły przejmować kontrolę nad górami, więc zamiast ryzykować, zawróciliśmy. Powrót przy idealnej pogodzie tylko utwierdził nas w przekonaniu, że w Tatrach cierpliwość jest jedną z najważniejszych umiejętności.

Na szczycie czekała na nas cisza, jakiej próżno szukać na najpopularniejszych tatrzańskich wierzchołkach. Byliśmy tam sami. Jedynym gościem okazał się paralotniarz, który przeleciał nad naszymi głowami, pomachał nam i odleciał gdzieś nad Dolinę Mięguszowiecką. To jedno z tych wspomnień, których nie da się zaplanować.

Jeżeli macie doświadczenie w poruszaniu się poza szlakami i marzycie o odkrywaniu mniej oczywistego oblicza Tatr, Satan będzie jednym z najlepszych wyborów. A dla nas? Cóż… Dwa Szatany w końcu stanęły na Szatanie. Trudno o bardziej symboliczne miejsce na tatrzańskiej mapie. 😈🏔️