Giewont (1894 m n.p.m.)
Giewont (1894 m n.p.m.) to chyba najbardziej rozpoznawalna góra w Polsce. Charakterystyczny Śpiący Rycerz górujący nad Zakopanem, wielki krzyż na szczycie i szlak, który w sezonie potrafi zamienić się w prawdziwą procesję. Dla nas Giewont zapisał się jednak w pamięci z trochę innego powodu. Szatanica miała tego dnia urlop. Szatan – nie 😉
Co zrobić w takiej sytuacji? Oczywiście przyjechać nad ranem prosto z Katowic, zapakować laptopa do plecaka i ruszyć w góry 😉
| Cel | Giewont |
| Wysokość | 1894 m n.p.m. |
| Pasmo | Tatry Zachodnie |
| Start i meta naszej trasy | Gronik |
| Długość trasy | 11,8 km |
| Suma podejść | 1038 m |
| Suma zejść | 1024 m |
| Korona Turystyczna Tatr | ✅ tak |
| Trudności | końcowy odcinek skalny, łańcuchy, bardzo wyślizgana skała |
| Największy problem | tłumy |
| Wyposażenie dodatkowe | laptop służbowy 😂 |
5 rano na szlaku
Na Giewont ruszyliśmy około piątej rano. I jeśli mielibyśmy dać jedną radę dotyczącą tej góry, byłaby właśnie taka: idźcie wcześnie.
Naprawdę wcześnie. Giewont jest jednym z najpopularniejszych celów w całych Tatrach i różnica pomiędzy porankiem a środkiem dnia potrafi być ogromna. My dzięki wczesnemu startowi przez sporą część wycieczki mieliśmy jeszcze względny spokój. Później zaczyna się już zupełnie inna historia.
Szatan, Szatanica i… służbowy laptop
Do podejścia wszystko przebiegało zgodnie z planem. No, prawie. Bo gdzieś tam nad górami wisiała świadomość, że Szatan jest jednak normalnie w pracy ( tzn miał ją zacząć o 9:00 ) 😉 Laptop jechał więc grzecznie w plecaku aż wysoko w góry. Razem doszliśmy w rejon przełęczy pod Giewontem i wtedy nastąpił podział zespołu.
Szatanica: na Giewont. Szatan: w dół szukać zasięgu, bo zaraz zaczynał się call 😉
I tak Szatanica poszła zdobywać kolejny szczyt Korony Turystycznej Tatr, a Szatan rozpoczął prawdopodobnie mniej znaną konkurencję tatrzańską: „znajdź Internet przed spotkaniem służbowym”. Udało się zejść niżej w okolice polany, złapać zasięg, wyciągnąć laptopa i zrobić swoje. Home office. Tylko home trochę wysoko. – tzn górooffice 😉
Szatanica na Giewoncie
Szatanica tymczasem spokojnie weszła na szczyt. Końcowa część Giewontu jest jednokierunkowa i pojawiają się tutaj łańcuchy, ale technicznie – przy dobrych warunkach – nie jest to dla nas szczególnie trudna góra. Problem Giewontu leży gdzie indziej- tłumy.
Im późniejsza godzina, tym robi się ich więcej. W sezonie przy łańcuchach mogą tworzyć się kolejki, a przejście krótkiego odcinka potrafi trwać znacznie dłużej, niż sugerowałaby mapa. Szatanica miała natomiast czasu aż nadto. Ostatecznie spędziła sobie w górach jeszcze jakieś dwie godziny z herbatką, podczas gdy Szatan grzecznie pracował. 😂
🔴 Giewont jest łatwy. Ale skała jest potwornie wyślizgana
I tutaj rzecz, która podczas tej wycieczki naprawdę rzuciła nam się w oczy -obuwie.
Na Giewont wchodzi mnóstwo osób, które na co dzień praktycznie nie chodzą po górach. Widzieliśmy sporo ludzi w butach zupełnie niedostosowanych do takiego terenu. A właśnie tutaj ma to znaczenie.
Ogromna popularność Giewontu sprawiła, że skały na najbardziej uczęszczanych fragmentach są bardzo mocno wypolerowane przez tysiące butów. W niektórych miejscach są wręcz charakterystycznie śliskie. Na suchej skale trzeba uważać. Po deszczu – tym bardziej.
Dlatego fakt, że Giewont jest popularny i stosunkowo łatwy technicznie, absolutnie nie oznacza, że warto iść tutaj w przypadkowych miejskich butach.
Drugi problem – zbyt późny start
Widzieliśmy też ludzi, którzy dopiero zaczynali właściwe podejście, kiedy my byliśmy już w drodze powrotnej. I to jest chyba klasyka Giewontu. Rano jest jeszcze spokojnie, a potem rusza fala.
A wiele osób traktuje Giewont trochę jak atrakcję nad Zakopanem: śniadanie, kawa, spokojne wyjście i jakoś się wejdzie. Tymczasem to nadal pełnoprawna tatrzańska wycieczka. Nasza trasa miała ponad 1000 metrów sumy podejść. Do tego trzeba doliczyć kolejki przy łańcuchach, pogodę i tempo innych turystów. A Giewont jest szczególnie kiepskim miejscem podczas burzy – metalowy krzyż i odsłonięty wierzchołek zdecydowanie nie są miejscem, w którym chcecie wtedy przebywać. Im wcześniej ruszycie, tym lepiej.
Czy Giewont jest trudny?
Dla osoby chodzącej regularnie po Tatrach? Nie bardzo.
Dla nas to raczej tatrzańska rozbiegówka ( Szatanica następnego dnia szła na Wołowiec ). Skoro jeden Szatan wniósł pod Giewont laptopa, żeby po drodze zrobić jeszcze dzień pracy, trudno teraz budować legendę o ekstremalnej wyprawie 😉 Ale to nie znaczy, że Giewont należy lekceważyć. Łańcuchy, śliskie skały, tłum i ludzie o bardzo różnym poziomie doświadczenia tworzą tutaj mieszankę, której czasem trzeba pilnować bardziej niż samej góry.
A finał?
Szatan skończył calla. Szatanica skończyła herbatkę. Jedno zeszło z Giewontu, drugie zamknęło laptopa. I zgodnie z najlepszymi zasadami zarządzania projektami… spotkanie podsumowujące odbyło się na dole przy piwie 😉
😈 Szatański werdykt
Giewont to dla nas bardziej rozbiegówka niż wielka tatrzańska wyprawa – choć chyba niewiele osób robi ją z laptopem służbowym w plecaku 😉 Technicznie nie ma tutaj wielkiego dramatu. Końcowy fragment z łańcuchami jest krótki, a przy dobrych warunkach dla osoby obytej z Tatrami nie powinien stanowić większego problemu. Znacznie bardziej trzeba uważać na mocno wyślizgane skały i tłumy, które później potrafią kompletnie zmienić charakter wejścia. Dlatego nasz patent jest prosty: ruszyć bardzo wcześnie. O piątej rano Giewont jest zupełnie inną górą niż kilka godzin później.
A sama historia tej wycieczki? Szatanica zdobyła Giewont i przez dwie godziny spokojnie popijała herbatkę. Szatan wniósł laptop pod przełęcz, zszedł szukać internetu i poszedł na służbowego calla.
Potem spotkaliśmy się na dole na piwie. Work-life balance po szatańsku. 😈💻🍺
| Ocena Dwa Szatany | |
|---|---|
| Widoki | ⭐⭐⭐⭐☆ |
| Wysiłek | ⭐⭐☆☆☆ |
| Trudność | ⭐⭐☆☆☆ |
| Satysfakcja | ⭐⭐⭐☆☆ |
| Czy wrócimy? | Pewnie – ale tylko skoro świt. I może następnym razem bez laptopa. 😂 |












