Skip to main content
Plačlivý Roháč (2125 m n.p.m.) – Tatry Zachodnie

Plačlivý Roháč (2125 m n.p.m.)
i Ostrý Roháč( 2088 m n.p.m.)

– Grań Rohaczy na dzień dobry pokazały zęby 😉

” Orlą Perć Tatr Zachodnich” podzieliliśmy sobie na trzy osobne wycieczki. I paradoksalnie właśnie ta pierwsza część okazała się w naszej ocenie najtrudniejsza. Nie tylko ze względu na sam szlak. Pomogła pogoda. I to bardzo 😉

Rano? Ani jednej chmury. Kilka godzin później? Deszcz, zimno, mokre skały, mokre ciuchy i Dwa Szatany docierające do Ťatliakovej chaty przemoczone aż do bielizny.

  
CelPlačlivý Roháč / Ostrý Roháč
Wysokość2125 m n.p.m.
Suma podejść1521 m
Suma zejść1517 m
PasmoTatry Zachodnie – Rohacze
Początek graniSmutné sedlo
Trudnościgrań, ekspozycja, liczne łańcuchy
Warunki u nasdeszcz, mokra skała i zimno
Największa atrakcjaRohacki Koń 😈
Korona Turystyczna Tatr✅ Rohacz Płaczliwy i Rohacz Ostry 

Rohacze, czyli Orla Perć Tatr Zachodnich

Określenie „Orla Perć Tatr Zachodnich” dobrze oddaje charakter tego miejsca. Bo jeśli ktoś kojarzy Tatry Zachodnie głównie z długim dreptaniem po trawiastych grzbietach, tutaj może się trochę zdziwić. Rohacze są inne.

Jest grań, ekspozycja, mnóstwo łańcuchów, skalne fragmenty i ciągłe góra–dół–góra–dół. Nie jest to wycieczka, podczas której zdobywa się wysokość, a później już spokojnie spaceruje granią. Tutaj cały czas coś się dzieje.

Zaczynamy od Smutnej Przełęczy

Na parkingu byliśmy bardzo wcześnie rano, żeby mieć przed sobą cały dzień. Pogoda wyglądała wtedy idealnie.

Błękitne niebo. Ani jednej chmury. Nic nie zapowiadało tego, co wydarzy się kilka godzin później.

Po dojściu na Smutné sedlo zaczęliśmy właściwe przejście grani. Dalej ruszyliśmy przez skalny teren Rohaczy w kierunku Plačlivého Roháča. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa: łańcuchy, kominki, skały, podejścia, zejścia, znowu do góry i znowu na dół 😉 I tak przez sporą część trasy. 😈

Tak zaczęliśmy wycieczkę, w pełnym słońcu 😉

Rohacki Koń – tutaj robi się ciekawie

Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na tym odcinku jest oczywiście Rohacki Koń. To eksponowany, skalny fragment grani zabezpieczony łańcuchami, który zdecydowanie potrafi podnieść ciśnienie osobom mniej przyzwyczajonym do takiego terenu.

My mieliśmy w plecakach lonże. Normalnie na znakowanym szlaku Rohaczy nie są one koniecznym wyposażeniem, ale tego dnia okazały się bardzo przydatne. Bo pogoda właśnie zaczynała się sypać. Skała była mokra, warunki robiły się coraz gorsze, więc Rohackiego Konia przeszliśmy asekurując się lonżą. I byliśmy bardzo zadowoleni, że ją ze sobą mieliśmy.

 

Rohacki koń

A od strony Wołowca szła CHMURA

Najlepsze było to, że załamanie pogody właściwie mogliśmy obserwować na żywo. Patrzymy w stronę Wołowca…a tam idzie na nas wielka chmura.

Jeszcze chwila nadziei. Może przejdzie bokiem? Nie przeszła 😉

Kiedy dotarła do grani, było już pozamiatane. Zaczęło padać i warunki zmieniły się kompletnie.

Rohacze w deszczu to już zupełnie inna bajka

Na łatwym szlaku deszcz oznacza przede wszystkim, że człowiek jest mokry. Na Rohaczach dochodzi drugi problem: skała też jest mokra.

A przed nami nadal były łańcuchy, skalne fragmenty i eksponowane miejsca. Do tego zrobiło się zimno.

I właśnie dlatego tę część całej naszej przygody z Rohaczami wspominamy jako najtrudniejszą z trzech wycieczek, na które podzieliliśmy przejście grani. Nie dlatego, że każdy kolejny metr był ekstremalny. Tylko dlatego, że połączenie długiej trasy, ciągłego góra–dół, łańcuchów, mokrej skały, deszczu i zimna zaczęło robić swoje.

 

Rohacze
Rohacze
Rohacze

🔴 Szatańska rada – Rohaczy nie lekceważymy

To zdecydowanie nie jest trasa, którą polecalibyśmy jako pierwsze spotkanie z łańcuchami. Rohacze są miejscami eksponowane, skaliste i mocno ubezpieczone, a do tego przejście grani wymaga kondycji. Nie chodzi tylko o jeden trudny fragment – trudność wynika również z długości i tego nieustannego: góra → dół → góra → dół.

A przy mokrej skale poziom zabawy zmienia się błyskawicznie. Nasza wycieczka była zresztą świetną lekcją tego, jak szybko w Tatrach może zmienić się pogoda. Rano ani jednej chmury. Kilka godzin później staliśmy na grani w deszczu, patrząc, jak wszystko wokół znika. Rohacze na pierwsze spotkanie powiedziały nam więc bardzo wyraźnie: „Chcieliście Orlą Perć Tatr Zachodnich? No to macie.” 😉

 

Rohacze

😈 Szatański werdykt

To zdecydowanie nie jest niewinna wycieczka po Tatrach Zachodnich. Ostry Rohacz i prowadząca do niego grań to skała, ekspozycja, sporo łańcuchów i ciągłe góra–dół. Do tego podczas jednej wycieczki zdobywamy dwa szczyty Korony Turystycznej Tatr – Płaczliwy Rohacz i Ostry Rohacz. Nam Rohacze dołożyły jeszcze załamanie pogody. Rano nie było na niebie ani jednej chmury, a później szliśmy już w deszczu, po mokrych skałach i z coraz większą ochotą na dach nad głową.  Rohackiego Konia przeszliśmy z pomocą lonży, a do Ťatliakovej chaty dotarliśmy przemoczeni aż do bielizny. Z trzech części, na które podzieliliśmy sobie grań Rohaczy, ta była dla nas najtrudniejsza. I jednocześnie jedna z tych, które pamięta się naprawdę długo. 😈Część druga tutaj Grań Banówki i cztery szczyty Korony Turystycznej Tatr;) 

 

Rohacze
A tak było już na Jamnickim sedle 😉
Ocena Dwa Szatany 
Widoki⭐⭐⭐⭐☆
Wysiłek⭐⭐⭐⭐⭐
Trudność⭐⭐⭐⭐⭐
Satysfakcja⭐⭐⭐⭐⭐
Czy wrócimy?Na Rohacze? Zawsze. Tylko następnym razem poprosimy trochę mniej deszczu 😉
A tak było już na Jamnickim sedle 😉

Ostry Rohacz (2088 m n.p.m.) był głównym celem tej wycieczki, ale podczas jednego przejścia zdobyliśmy od razu dwa szczyty Korony Turystycznej Tatr – Płaczliwy Rohacz i Ostry Rohacz.

To zdecydowanie trasa dla osób, które mają już obycie z ekspozycją i poruszaniem się po ubezpieczonych szlakach. Łańcuchów jest sporo, miejscami grań robi się naprawdę wąska, a Rohacki Koń jest jednym z tych fragmentów, dla których tę trasę pamięta się długo po powrocie. Do tego dochodzi długość wycieczki – u nas 1521 metrów podejść i 1517 metrów zejść – oraz charakterystyczne dla tej grani ciągłe tracenie i ponowne zdobywanie wysokości. Nie ma tu jednego podejścia, po którym można już spokojnie spacerować. Rohacze każą na siebie zapracować. A jeśli do kompletu dostaniecie tak jak my deszcz i mokrą skałę, robi się naprawdę konkretnie.

Z trzech części, na które podzieliliśmy sobie grań Rohaczy, ta była dla nas numerem jeden pod względem trudności i wysiłku.

I chociaż do Ťatliakovej chaty weszliśmy mokrzy, zmarznięci i marzący głównie o tym, żeby wreszcie znaleźć się pod dachem…

Rohacze są sztosem. Nawet kiedy próbują człowieka utopić 😉