Starorobociański Wierch (2176 m n.p.m.)
Starorobociański Wierch (2176 m n.p.m.) to najwyższy szczyt polskiej części Tatr Zachodnich i jeden z tych celów, przy których warto zaplanować coś więcej niż zwykłe wejście góra–dół. Po drodze można bowiem zdobyć Trzydniowiański Wierch i Kończysty Wierch, a więc podczas jednego wyjścia zaliczyć aż trzy szczyty Korony Turystycznej Tatr.
My wybraliśmy się tutaj zimą i dodatkowo wystartowaliśmy trochę inaczej niż większość turystów.Zamiast zaczynać od popularnej Siwej Polany i Doliny Chochołowskiej, ruszyliśmy od strony Doliny Lejowej, ponieważ właśnie w tej okolicy mieliśmy nocleg. Potem pozostało już zdobywanie wysokości i kolejnych wierzchołków:
Trzydniowiański → Kończysty → Starorobociański.
I chociaż Starorobociański był głównym celem dnia, to z całej trójki chyba najbardziej dał nam w kość… Trzydniowiański. 😂
| Główny cel | Starorobociański Wierch |
| Wysokość | 2176 m n.p.m. |
| Pasmo | Tatry Zachodnie |
| Państwo | Polska |
| Start i meta naszej trasy | okolice Doliny Lejowej |
| Popularniejszy start | Siwa Polana / Dolina Chochołowska |
| Suma podejść | 1617 m |
| Suma zejść | 1615 m |
| Szczyty po drodze | Trzydniowiański Wierch → Kończysty Wierch → Starorobociański Wierch |
| Korona Turystyczna Tatr | ✅ wszystkie trzy |
| Charakter trasy | długa wycieczka graniowa, w naszym przypadku zimowa |
| Możliwy wariant | pętla przez Ornak – kolejny szczyt KTT |
| Nasz wariant | powrót tą samą drogą ze względu na zimowe warunki i silny wiatr |
Nietypowy start – od Doliny Lejowej
Większość opisów tej wycieczki zaczyna się od Siwej Polany, skąd można ruszyć w głąb Doliny Chochołowskiej. My zrobiliśmy inaczej. Mieliśmy nocleg przy Dolinie Lejowej, więc właśnie stamtąd rozpoczęliśmy wycieczkę. Najpierw trzeba dostać się w rejon Starorobociańskiej Doliny, a następnie zaczyna się właściwe zdobywanie wysokości w kierunku Trzydniowiańskiego Wierchu.
I jeśli ktoś patrzy na mapę i myśli: „Trzydniowiański? Przecież to dopiero pierwszy szczyt…”
No właśnie. 😂
Trzydniowiański Wierch – najbardziej upierdliwa część dnia 😈
Paradoksalnie to nie najwyższy Starorobociański Wierch zapamiętaliśmy jako najbardziej męczący fragment. Najbardziej upierdliwe było chyba wejście na Trzydniowiański Wierch. To ten etap wycieczki, podczas którego trzeba po prostu konsekwentnie zdobywać wysokość. Zimą dochodzi oczywiście śnieg, krótszy dzień i większy wysiłek niż przy letnim chodzeniu. Ale kiedy w końcu wychodzi się wysoko, sytuacja diametralnie się zmienia. Kończy się mozolne podchodzenie, a zaczyna to tuptanie pod Tatrach Zachodnich jakie znamy 😉
Trzydniowiański → Kończysty → Starorobociański
Po zdobyciu Trzydniowiańskiego Wierchu zaczyna się najprzyjemniejsza część całej wycieczki. Przed nami pojawia się Kończysty Wierch, a dalej główny cel – potężny masyw Starorobociańskiego Wierchu. I tutaj Korona Turystyczna Tatr robi się wyjątkowo przyjemna. 😈 Nie trzeba schodzić w dolinę i następnego dnia zaczynać wszystkiego od początku. Kolejne szczyty naturalnie układają się w jedną trasę:
Trzydniowiański Wierch → Kończysty Wierch → Starorobociański Wierch.
Trzy szczyty. Jeden dzień. Trzy kolejne pozycje w Koronie. 😈
A można zgarnąć nawet czwarty…
Klasyczną wycieczkę można jeszcze rozbudować. Ze Starorobociańskiego nie trzeba wracać tą samą drogą. Można kontynuować przejście i zrobić dużą pętlę przez Ornak, który również należy do Korony Turystycznej Tatr. Wtedy podczas jednego konkretnego dnia można połączyć cztery koronne wierzchołki. My mieliśmy taki wariant w zasięgu, ale byliśmy tutaj zimą i góry szybko zweryfikowały plany.
Od strony Ornaku potężnie wiało. Nie mieliśmy potrzeby udowadniać Tatrom, że jesteśmy bardziej uparci niż wiatr 😂, więc na Starorobociańskim zdecydowaliśmy, że wracamy dokładnie tą samą drogą.
Na Ornaku byliśmy podczas innej wycieczki 😉 Zresztą podczas której też był w planach Starorobociański ale też nas śnieżyca dopadła, więc skończyło się na Ornaku 😉 Także ten, kto bywa w Tatrach Zachodnich, ten wie jak jest 😉
🔴 Szatańska rada – gdzie spać?
My nocowaliśmy w Zajeździe Józef przy Dolinie Lejowej i bardzo dobrze wspominamy to miejsce – przede wszystkim ze względu na przemiłą właścicielkę. ❤️ Dla naszego wariantu trasy lokalizacja była bardzo wygodna, bo zamiast dojeżdżać rano do Siwej Polany, mogliśmy po prostu rozpocząć wycieczkę od strony Doliny Lejowej. A przy zimowych wyjściach każda możliwość ograniczenia porannej logistyki jest na wagę złota. 😈
Zimą na Starorobociański – kiedy zaczyna się najlepsza część wycieczki
Po zdobyciu Trzydniowiańskiego Wierchu najgorsze – przynajmniej w naszym odczuciu – mamy już za sobą. 😈 Dalej trasa robi się zdecydowanie przyjemniejsza. Zamiast mozolnego zdobywania wysokości zaczynamy poruszać się wysoko granią, a przed nami pojawiają się kolejne cele: Kończysty Wierch i Starorobociański Wierch. I właśnie tutaj zaczynają się Tatry Zachodnie w wydaniu, które lubimy najbardziej.
Kończysty Wierch (2002 m) – drugi szczyt Korony
Z Trzydniowiańskiego kierujemy się na Kończysty Wierch (2002 m n.p.m.). To drugi tego dnia szczyt należący do Korony Turystycznej Tatr i jednocześnie naturalny przystanek w drodze na Starorobociański. Technicznie nie ma tutaj większych atrakcji – żadnych łańcuchów, klamer czy wspinaczkowych kombinacji. To przede wszystkim wędrówka granią, która przy dobrych warunkach jest po prostu bardzo przyjemna. Zimą oczywiście wszystko zależy od śniegu, oblodzenia i wiatru. A ten ostatni miał nam jeszcze tego dnia przypomnieć, kto tutaj ustala zasady.
Kończysty → Starorobociański Wierch
Z Kończystego dobrze widać już główny cel.
I Starorobociański wygląda stąd zdecydowanie poważniej. Najpierw trzeba zejść na Starorobociańską Przełęcz, a potem ponownie rozpocząć zdobywanie wysokości. Przed nami pozostaje ostatnie konkretne podejście na najwyższy punkt całej wycieczki. Po Trzydniowiańskim nie wspominamy go jednak jako jakiegoś dramatu. Najbardziej upierdliwa robota została wykonana wcześniej. 😈 Teraz pozostaje wejść na trzeci szczyt Korony tego dnia.
Starorobociański Wierch (2176 m) – najwyżej w polskich Tatrach Zachodnich
W końcu stajemy na Starorobociańskim Wierchu – 2176 m n.p.m. To najwyższy szczyt znajdujący się w całości w polskiej części Tatr Zachodnich. Przez jego wierzchołek przebiega granica polsko-słowacka, a po słowackiej stronie funkcjonuje nazwa Klin.
Sam szczyt nie oferuje technicznych atrakcji i wcale ich nie potrzebuje. Tutaj największą nagrodą jest położenie.
Starorobociański wyrasta wysoko ponad otaczające doliny, a jego stosunkowo odosobniona pozycja sprawia, że panorama jest naprawdę rozległa. Doskonale widać stąd, jak długie i potężne potrafią być granie Tatr Zachodnich.
😈 Szatański werdykt
Starorobociański Wierch to bardzo dobry przykład tego, że w Tatrach Zachodnich nie zawsze trzeba szukać łańcuchów, przepaści i technicznych atrakcji, żeby zrobić naprawdę konkretną wycieczkę.
Tutaj największym wyzwaniem jest przede wszystkim dystans i suma podejść. Nasza trasa nabiła 1617 metrów w górę, a zimowe warunki oczywiście dokładają swoje. Paradoksalnie najbardziej w kość dało nam nie końcowe wejście na Starorobociański, tylko wcześniejsze, mozolne podejście na Trzydniowiański Wierch. 😈
Potem robi się już znacznie przyjemniej. Wychodzimy wysoko na grań i zdobywamy jeden po drugim Trzydniowiański, Kończysty i Starorobociański – czyli trzy kolejne szczyty Korony Turystycznej Tatr podczas jednej wycieczki.
Plan można jeszcze rozszerzyć o Ornak, również należący do Korony, i zrobić piękną pętlę. My byliśmy jednak zimą, od jego strony wiało jak diabli, więc zamiast walczyć o czwartą pozycję na liście, wróciliśmy ze Starorobociańskiego tą samą drogą.
😈 Szatański werdykt
Starorobociański Wierch to bardzo dobry przykład tego, że w Tatrach Zachodnich nie zawsze trzeba szukać łańcuchów, przepaści i technicznych atrakcji, żeby zrobić naprawdę konkretną wycieczkę.
Tutaj największym wyzwaniem jest przede wszystkim dystans i suma podejść. Nasza trasa nabiła 1617 metrów w górę, a zimowe warunki oczywiście dokładają swoje. Paradoksalnie najbardziej w kość dało nam nie końcowe wejście na Starorobociański, tylko wcześniejsze, mozolne podejście na Trzydniowiański Wierch. 😈
Potem robi się już znacznie przyjemniej. Wychodzimy wysoko na grań i zdobywamy jeden po drugim Trzydniowiański, Kończysty i Starorobociański – czyli trzy kolejne szczyty Korony Turystycznej Tatr podczas jednej wycieczki.
Plan można jeszcze rozszerzyć o Ornak, również należący do Korony, i zrobić piękną pętlę. My byliśmy jednak zimą, od jego strony wiało jak diabli, więc zamiast walczyć o czwartą pozycję na liście, wróciliśmy ze Starorobociańskiego tą samą drogą.
| Ocena Dwa Szatany | |
|---|---|
| Widoki | ⭐⭐⭐☆☆ |
| Wysiłek | ⭐⭐⭐⭐☆ |
| Trudność | ⭐⭐☆☆☆ |
| Satysfakcja | ⭐⭐⭐⭐⭐ |
| Czy wrócimy? | Ewentualnie poleżeć w porze letniej 😈 |
A następnego dnia… Dolina Lejowa
Po Starorobociańskim mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc następnego dnia wybraliśmy się na spokojny spacer Doliną Lejową. I warto o niej wspomnieć, bo choć znajduje się właściwie po sąsiedzku z Doliną Kościeliską, klimat jest zupełnie inny. Kościeliska należy do najpopularniejszych tatrzańskich dolin i potrafi przypominać turystyczną autostradę, a w Lejowej można znaleźć ciszę, spokój i zdecydowanie mniej ludzi. Nie ma tutaj spektakularnych atrakcji co kilkaset metrów. Jest za to las, potok, polany i zwykłe spokojne Tatry Zachodnie. Jeśli więc macie po większej trasie kilka wolnych godzin i nogi jeszcze jako tako działają 😂, Dolina Lejowa jest bardzo fajnym pomysłem na regeneracyjny spacer. No i tak na koniec – tak na górze pizgawica, na dole słońce – standard 😉















