Skip to main content
Barania Przełęcz (2389 m n.p.m.) – Tatry Wysokie

Barania Przełęcz (2389 lub 2393 m n.p.m.) zimą

– walentynki wysoko nad chmurami

Są różne pomysły na walentynki. Można iść na kolację, można kupić kwiaty, można otworzyć wino. My postanowiliśmy spędzić je zimą w Tatrach Wysokich, nocując w Téryho chacie i ruszając o poranku w stronę Baranich Rogów. 😈 Plan był ambitny. Baranie Rogi (Baranie rohy, 2526 (2393) m n.p.m.) znajdowały się na naszej liście w ramach Wielkiej Korony Tatr i właśnie one miały być głównym celem wyprawy. Tyle że był luty.

A zimowe Tatry to zupełnie inna bajka niż te same góry latem. Mieliśmy świadomość, że nasze doświadczenie zimowe nie jest jeszcze na takim poziomie, żeby za wszelką cenę pchać się na wierzchołek. Dlatego ostatecznie odpuściliśmy Baranie Rogi, a celem została Barania Przełęcz. I absolutnie tego nie żałujemy.

Bo dostaliśmy w zamian jedne z najpiękniejszych walentynek, jakie można sobie wyobrazić.

  
CelBarania Przełęcz / Baranie sedlo
Wysokośćok. 2389 ( 2393) m n.p.m.
PasmoTatry Wysokie
PaństwoSłowacja
Charakter trasyzimowa, wysokogórska, poza znakowanym szlakiem
Pora rokuzima – 14 lutego ❤️
NoclegTéryho chata / Terinka
Pierwotny celBaranie Rogi – 2526 m n.p.m.
Wielka Korona TatrBaranie Rogi – ✅ tak
Trudnościwarunki zimowe, śnieg, teren pozaszlakowy
Największy bonusinwersja i wschód słońca nad morzem chmur ❤️

🔴 Ważne: to nie jest propozycja zwykłej zimowej wycieczki turystycznej. Barania Przełęcz znajduje się poza znakowanym szlakiem, a zimą dochodzą do tego warunki śniegowe, zagrożenie lawinowe i konieczność posiadania odpowiednich umiejętności oraz sprzętu. Nasz opis jest relacją z własnego wyjścia, a nie instrukcją wejścia.

Nocleg w Téryho chacie – miała być gleba, było łóżko 😈

Bazą wyprawy została Téryho chata, czyli dobrze znana wszystkim bywalcom słowackich Tatr Terinka. Plan noclegowy nie zapowiadał wielkich luksusów. Miała być gleba przy barze;) Byliśmy przygotowani na spanie awaryjne, ale już na miejscu los postanowił zrobić nam mały walentynkowy prezent. W ostatniej chwili zwolniło się miejsce i zamiast noclegu na podłodze dostaliśmy normalne łóżko w pokoju.

Jak na górskie walentynki – pięciogwiazdkowy hotel. 😈❤️ Ale prawdziwy prezent czekał dopiero rano.

Wschód słońca pod Terinką ❤️

Poranek pod Téryho chatą był jednym z tych momentów, dla których w ogóle warto nocować wysoko w górach. Wschód słońca, śnieg, Tatry i potężna inwersja w dolinach. Chmury zostały daleko pod nami, a wystające ponad nie szczyty wyglądały jak wyspy na białym morzu. I właściwie już wtedy można było uznać, że te walentynki się udały.

A przecież dopiero ruszaliśmy w góry. Co najlepsze, inwersja została z nami również później. Kiedy dotarliśmy na Baranią Przełęcz, morze chmur nadal zalegało poniżej i mogliśmy oglądać Tatry w jednej z tych scenerii, które trafiają się może kilka razy na wiele lat chodzenia po górach.

Baranich Rogów tego dnia nie zdobyliśmy. Za to dostaliśmy coś, czego nie da się zaplanować ani odhaczyć na żadnej liście. I chyba właśnie dlatego do dziś uważamy, że były to najpiękniej spędzone walentynki ever. ❤️😈🏔️

Poranek przy Terince !
Poranek przy Terince !

Z Téryho chaty na Baranią Przełęcz – zimą zaczyna się zupełnie inna wycieczka

Po takim wschodzie słońca można było właściwie wracać do domu i uznać walentynki za udane. 😈❤️ Ale oczywiście nie po to spaliśmy w Terince.

Pierwotny plan zakładał Baranie Rogi (2526 m n.p.m.), należące do Wielkiej Korony Tatr. Z Téryho chaty ruszyliśmy więc dalej w kierunku Baraniej Przełęczy (2389 lub 93 m n.p.m.), która oddziela masyw Baranich Rogów od Spiskiej Grzędy. I tutaj bardzo szybko kończy się zwykła turystyka.

Koniec szlaku, początek zimowej przygody

Z Téryho chaty nie prowadzi na Baranią Przełęcz znakowany szlak turystyczny. Latem jest to teren pozaszlakowy, a zimą dochodzi jeszcze śnieg, lód, zmieniające się warunki oraz zagrożenie lawinowe. Dlatego nie będziemy opisywać tej części metr po metrze jako instrukcji wejścia. W takich warunkach przebieg bezpiecznej drogi może zależeć od pokrywy śnieżnej, pogody i aktualnej sytuacji lawinowej. To, co latem może wyglądać jak zwykłe podejście, zimą potrafi być zupełnie inną górą. I właśnie dlatego ta wyprawa była dla nas tak wyjątkowa.

Zakładanie sprzętu zimowego 😉

Zimowe Tatry w najlepszym wydaniu

Im wyżej wychodziliśmy ponad Terinkę, tym bardziej otwierała się przestrzeń. Schronisko zostawało coraz niżej, dookoła dominowała biel, a nad wszystkim wyrastały skalne ściany otaczające Dolinę Pięciu Stawów Spiskich. Nie było zielonych szlaków. Nie było tłumów. Był śnieg, skały i zimowe Tatry. A gdzieś poniżej cały czas pozostawało morze chmur, które oglądaliśmy o wschodzie słońca. Inwersja nie zniknęła. Wręcz przeciwnie – im wyżej byliśmy, tym bardziej spektakularnie wyglądała.

Barania Przełęcz (2389 m) – nad morzem chmur

Wreszcie dotarliśmy na Baranią Przełęcz. I tutaj trudno było nie zatrzymać się na dłużej. Pod nami leżały chmury, ponad nimi wystawały kolejne tatrzańskie szczyty, a zimowe światło robiło całą resztę. To właśnie dla takich chwil człowiek taszczy zimą cały sprzęt wysoko w góry. 😈 Tyle że przed nami pozostawał jeszcze pierwotny cel wyprawy- Baranie Rogi.

Barania Przełęcz

🔴 Baranie Rogi? Tym razem nie

Barania Przełęcz miała być tylko etapem. Plan zakładał dalsze wejście na Baranie Rogi (2526 m n.p.m.), jeden ze szczytów znajdujących się na naszej liście Wielkiej Korony Tatr. Ale kiedy znaleźliśmy się na przełęczy, trzeba było podjąć decyzję.

I zdecydowaliśmy: na dzisiaj wystarczy.

Mamy sporo doświadczenia w górach, ale wtedy nie mieliśmy jeszcze takiego doświadczenia w zimowych Tatrach, żeby uznać dalsze wejście za rozsądne. Korona Koroną. Lista listą. Ale żadnego szczytu nie trzeba zdobywać za wszelką cenę.

Baranie Rogi poczekają. I nadal tam są. 😈

😈 Czasem najlepszym szczytem jest przełęcz

Paradoksalnie nie czuliśmy żadnego rozczarowania. Byliśmy na 2389 lub 93 metrach, dookoła mieliśmy zimowe Tatry, pod nogami morze chmur, za sobą jeden z najpiękniejszych wschodów słońca, jakie widzieliśmy w górach.

Naprawdę trudno było powiedzieć: „szkoda, że się nie udało”.

Udało się. Tylko trochę inaczej, niż planowaliśmy.

I właśnie takie wycieczki często zostają w pamięci znacznie dłużej niż kolejne odhaczone szczyty.

Barania Przełęcz- inwersja !
Barania Przełęcz- inwersja !
Barania Przełęcz- inwersja !

🔴 Szatańska rada – zimą ambicja musi czasem zostać w plecaku

Przy zdobywaniu Korony łatwo wpaść w pułapkę myślenia: „Skoro już jesteśmy tak blisko, to przecież musimy wejść”.

Nie musimy -zwłaszcza zimą.

Warunki, doświadczenie i własne samopoczucie są ważniejsze niż kilkadziesiąt brakujących metrów wysokości. My byliśmy bardzo blisko Baranich Rogów i świadomie z nich zrezygnowaliśmy. To nie był wycof. To była decyzja.

A góra? Góra nigdzie się nie wybiera. Jeszcze się spotkamy 😉

❤️ Najlepsze walentynki?

Kolacja przy świecach jest fajna. Ale wschód słońca przy Téryho chacie, inwersja, zimowe Tatry i Barania Przełęcz na 2389 ( 2393 )metrach Wybaczcie. Konkurencja nie miała żadnych szans. 😈❤️

😈 Szatański werdykt

Barania Przełęcz zimą była planem B, który okazał się absolutnym sztosem.

Miały być Baranie Rogi i kolejny szczyt Wielkiej Korony Tatr. Skończyło się na Baraniej Przełęczy, bo uznaliśmy, że przy naszym ówczesnym doświadczeniu zimowym dalsze wejście nie będzie rozsądnym pomysłem. I ani trochę tego nie żałujemy.

Dostaliśmy nocleg w Terince, choć miała być gleba. Dostaliśmy jeden z najpiękniejszych wschodów słońca, jakie widzieliśmy w Tatrach. Dostaliśmy potężną inwersję, która została z nami aż na Baranią Przełęcz. A wszystko to 14 lutego. Baranie Rogi zostały na następny raz.

Ale tych walentynek nie zamienilibyśmy na żaden odhaczony szczyt. ❤️

Ocena Dwa Szatany 
Widoki⭐⭐⭐⭐⭐
Wysiłek⭐⭐⭐☆☆
Trudność⭐⭐⭐⭐☆ (zimą)
Satysfakcja⭐⭐⭐⭐⭐
Romantyzm 😂⭐⭐⭐⭐⭐
Czy wrócimy?Musimy. Baranie Rogi nadal czekają. 😈

Barania Przełęcz (2389 lub 93 m n.p.m.) nie była naszym głównym celem. Miała być jedynie etapem w drodze na Baranie Rogi (2526 m n.p.m.), które chcieliśmy zdobyć w ramach Wielkiej Korony Tatr. Zimą plany w górach mają jednak znaczenie drugorzędne. Wiedzieliśmy, że nasze doświadczenie w zimowych Tatrach nie jest jeszcze wystarczające, żeby w każdych warunkach pchać się dalej tylko dlatego, że szczyt znajduje się blisko. Na przełęczy powiedzieliśmy więc stop.

I z perspektywy czasu właśnie ta decyzja jest jednym z najważniejszych wspomnień z całej wyprawy. Bo góry nie są listą zadań do wykonania.

Czasem wraca się bez szczytu, ale z historią znacznie lepszą niż kolejna pozycja odhaczona w Koronie.