Skip to main content
Mnich (2068 m n.p.m.)

Mnich (2068 m n.p.m.)

– pierwsza tatrzańska wspinaczka na legendarną górę

Są w Tatrach szczyty, które zna każdy turysta. I są takie, które od pierwszego spojrzenia budzą respekt.

Mnich zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Charakterystyczna granitowa turnia górująca nad Morskim Okiem od dziesięcioleci jest symbolem polskiego taternictwa. Dla jednych pozostaje pięknym elementem panoramy, dla innych staje się marzeniem, które można spełnić dopiero po założeniu uprzęży i wpięciu liny.

Bo na Mnicha… nie prowadzi żaden znakowany szlak. Na szczyt można dostać się wyłącznie drogami wspinaczkowymi. My zdecydowaliśmy się spełnić to marzenie pod okiem jednej z najbardziej doświadczonych przewodniczek tatrzańskich – Klaudii Tasz.

  
SzczytMnich
Wysokość2068 m n.p.m.
PasmoTatry Wysokie
PaństwoPolska
Znakowany szlak❌ Nie
Sposób wejściaWspinaczka z asekuracją
Drogadroga mikstowa, częściowo prowadząca przez płytę
PrzewodnikKlaudia Tasz
Poziom trudnościzależny od wybranej drogi wspinaczkowej

Dlaczego warto wejść na Mnicha?

Bo to nie jest zwykłe zdobycie kolejnego szczytu. To moment, w którym kończy się turystyka, a zaczyna wspinanie. Mnich od ponad stu lat jest jedną z ikon polskiego taternictwa. Dla wielu osób właśnie tutaj rozpoczyna się przygoda z klasyczną wspinaczką w Tatrach. Jeżeli marzyliście kiedyś o tym, żeby stanąć na szczycie widocznym niemal z całego Morskiego Oka, trudno o lepszy cel.

Początek dnia

Nasz dzień zaczął się bardzo wcześnie.

Około 6:00 rano razem z Klaudią Tasz dojechaliśmy samochodem do Włosienicy – tak Przewodnicy Tatrzańscy mają uprawnienia żeby tam wjechać 😉 Zanim ruszyliśmy pod ścianę, był jeszcze czas na spokojną herbatę i śniadanie. Nie było pośpiechu.

Przy wspinaczce taki początek dnia ma ogromne znaczenie. Warto dobrze zjeść, spokojnie przygotować sprzęt i dopiero wtedy ruszyć w góry.

Po chwili weszliśmy na żółty szlak prowadzący w kierunku Szpiglasowej Przełęczy. Do miejsca, gdzie zaczyna się wspinaczka, prowadzi jeszcze normalna ścieżka. Dopiero Dolina za Mnichem ↔ Odejście na Szpiglasową Przełęcz opuszcza się znakowany szlak i wchodzi się w skalny teren prowadzący pod ścianę Mnicha 🙂 Tam zaczyna się prawdziwa przygoda.

🔴 Szatańska rada

Jeżeli marzy Wam się zdobycie Mnicha, nie próbujcie robić tego samodzielnie bez odpowiedniego doświadczenia wspinaczkowego. Na szczyt nie prowadzi znakowany szlak, a poruszanie się po ścianie wymaga znajomości technik asekuracji, pracy z liną oraz umiejętności oceny terenu.

Jeżeli dopiero zaczynacie przygodę ze wspinaniem w Tatrach, zdecydowanie warto skorzystać z usług licencjonowanego przewodnika IVBV. My wybraliśmy Klaudię Tasz, dzięki czemu mogliśmy skupić się na samej wspinaczce i czerpać z niej maksimum przyjemności.

Podejście pod ścianę Mnicha

Od Morskiego Oka ruszyliśmy żółtym szlakiem w kierunku Szpiglasowej Przełęczy. O tej porze dnia na szlaku panował jeszcze spokój. Jezioro dopiero budziło się do życia, a większość turystów dopiero zaczynała swoją drogę do schroniska. Po kilkunastu minutach charakterystyczna sylwetka Mnicha zaczęła rosnąć z każdym kolejnym zakrętem. To właśnie z tej perspektywy najlepiej widać, dlaczego góra od dziesięcioleci fascynuje wspinaczy. Stroma granitowa ściana wygląda zupełnie inaczej niż większość tatrzańskich szczytów zdobywanych szlakami.

Po minięciu Mnichowej Dolinki opuściliśmy znakowaną trasę. Od tego momentu kończy się zwykła turystyka. Dalsza droga prowadzi już ścieżkami wspinaczy aż pod samą ścianę. Tam zakładamy uprzęże, kaski, przygotowujemy sprzęt i wiążemy się liną.

To moment, w którym człowiek uświadamia sobie, że za chwilę zrobi coś zupełnie nowego 😉

Początek wspinaczki

Naszym celem była droga mikstowa, prowadząca częściowo przez charakterystyczną granitową płytę. Już pierwsze metry pokazują, że wspinaczka w Tatrach nie przypomina tego, co znamy z górskich szlaków.

Nie ma wydeptanej ścieżki, nie ma znaków, nie ma łańcuchów. Każdy kolejny ruch wymaga znalezienia odpowiednich chwytów i stopni, a asekurację zapewnia lina prowadzona przez przewodnika. To właśnie tutaj po raz pierwszy naprawdę czuć, czym różni się wspinaczka od turystyki wysokogórskiej.

Wspinaczka po granicie

Mnich słynie z doskonałej jakości granitu. Skała jest zwarta, twarda i daje ogromne zaufanie. Chwyty są naturalne, a tarcie butów na płycie potrafi pozytywnie zaskoczyć osoby, które pierwszy raz wspinają się w takim terenie. Największym wyzwaniem okazuje się często… psychika. Patrząc w dół szybko widać, jak wysoko znajduje się już Morskie Oko, a każdy kolejny wyciąg pozwala spojrzeć na znane miejsca z zupełnie nowej perspektywy. Na szczęście obecność doświadczonego przewodnika daje ogromny komfort. Zamiast stresować się asekuracją, można skupić się na samym wspinaniu i chłonąć każdą minutę tej niezwykłej przygody.

Pierwsze metry nad ziemią

To był ten moment, kiedy nie było już odwrotu, pierwszy krok w skałę, pierwszy chwyt.

I pierwsze spojrzenie w dół, które od razu uświadamia, że tym razem zdobywanie szczytu będzie wyglądało zupełnie inaczej niż wszystkie wcześniejsze wyprawy. Co ciekawe, po kilku minutach człowiek przestaje myśleć o wysokości. Cała uwaga skupia się na następnym ruchu, wskazówkach przewodnika i szukaniu najlepszej drogi do góry.

Po zdobyciu wierzchołka emocje wcale się nie kończą. Czeka jeszcze zjazd na linie, który dla wielu osób jest równie ekscytujący jak sama wspinaczka. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na Mniszku – niewielkiej turni u stóp Mnicha, będącej charakterystycznym punktem dla wielu zespołów wspinaczkowych. Dopiero stamtąd zjechaliśmy niżej i wróciliśmy na ścieżkę prowadzącą w stronę Morskiego Oka.

😈 Szatański werdykt

Mnich to nie kolejny zdobyty szczyt. To doświadczenie.

Już samo podejście pod ścianę buduje emocje, a kiedy zakłada się uprząż i wiąże z liną, wiadomo, że zaczyna się zupełnie inna górska przygoda. Nie ma znaków, nie ma wydeptanej ścieżki i nie ma przypadkowych turystów. Jest granit, lina, przewodnik i pełne skupienie na każdym kolejnym ruchu.

To właśnie sprawia, że wejście na Mnicha zostaje w głowie na bardzo długo. Dla nas był to jeden z tych dni, po których chce się więcej – więcej wspinania, więcej tatrzańskiego granitu i więcej miejsc dostępnych tylko dla tych, którzy zdecydują się wyjść poza znakowane szlaki.

Ocena Dwa Szatany 
Widoki⭐⭐⭐⭐⭐
Emocje⭐⭐⭐⭐⭐
Trudność⭐⭐⭐⭐☆
Satysfakcja⭐⭐⭐⭐⭐
Czy wrócimy?Bez najmniejszych wątpliwości. Mnich tylko rozbudził apetyt na kolejne tatrzańskie drogi wspinaczkowe.

Podsumowanie

Mnich to jedna z tych gór, które z daleka wyglądają niemal nieosiągalnie. Przez lata oglądaliśmy jego charakterystyczną sylwetkę znad Morskiego Oka, zastanawiając się, jak to jest stanąć na samym wierzchołku. Dzięki wspinaczce z Klaudią Tasz mogliśmy przekonać się o tym na własnej skórze.

Na szczycie panuje zaskakująca cisza. W przeciwieństwie do popularnych tatrzańskich wierzchołków tutaj trzy osoby to już właściwie tłum. Trudno się dziwić – nie prowadzi tu żaden szlak, więc trafiają tylko ci, którzy przyszli z liną i odpowiednimi umiejętnościami lub pod opieką przewodnika.

Czy było warto?

Absolutnie.

To jedna z najlepszych górskich przygód, jakie przeżyliśmy. Wspinaczka po granicie, ekspozycja, zjazdy na linie i świadomość, że stoi się na jednym z najbardziej kultowych szczytów polskich Tatr, tworzą coś, czego nie da się porównać ze zwykłym wejściem szlakiem.

Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli okazję wejść na Mnicha z doświadczonym przewodnikiem, nie zastanawiajcie się ani chwili. To po prostu sztos. 😈🧗‍♂️🏔️