Skip to main content
Kościelec (2155 m n.p.m.) – Tatry Wysokie

Kościelec (2155 m n.p.m.)

– do trzech razy sztuka

Kościelec (2155 m n.p.m.) to jeden z najbardziej charakterystycznych szczytów polskich Tatr i kolejna pozycja na naszej liście Korony Turystycznej Tatr. Patrząc na niego znad Czarnego Stawu Gąsienicowego trudno pomylić go z czymkolwiek innym. Charakterystyczna skalna piramida wyrasta dokładnie pomiędzy dwiema odnogami Doliny Gąsienicowej i wygląda zdecydowanie groźniej, niż później okazuje się w praktyce. Ale z Kościelcem mieliśmy małe porachunki 😉

Potrzebowaliśmy trzech podejść, żeby w końcu stanąć na szczycie. 😂 I wcale nie dlatego, że Kościelec był dla nas za trudny. Za pierwszym razem przeszkodziła kostka Szatanicy. Za drugim – zima i śnieg niemal po pas.

A za trzecim? Normalne warunki. I nagle okazało się, że można po prostu wejść.

  
CelKościelec
Wysokość2155 m n.p.m.
PasmoTatry Wysokie
Start i metaKuźnice
Suma podejść1418 m
Suma zejść1409 m
Korona Turystyczna Tatr✅ tak
Trudnościskała, miejscami użycie rąk, brak sztucznych ułatwień
Łańcuchy❌ nie
Kluczowy punkt trasyKarb (1853 m n.p.m.)
Nasze próby3 😈
Skutecznośćdo trzech razy sztuka 😂

Pierwsze podejście – Kościelec chwilę poczeka

To było jeszcze lata temu, niedługo po tym, jak się poznaliśmy. Kościelec miał być jednym z naszych wspólnych tatrzańskich celów. Ruszyliśmy w jego stronę, ale Szatanica miała wtedy problem z kostką.

I gdzieś przed Karbem zapadła jedyna rozsądna decyzja: odpuszczamy. Kościelec nigdzie nie ucieknie. My zresztą też nie. 😈 Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że góra każe nam na siebie poczekać trochę dłużej.

Drugie podejście – zimą będzie fajnie, mówili 😂

Następna próba była już zdecydowanie bardziej ambitna. Kościelec zimą. Tyle że zamiast pięknej zimowej wycieczki dostaliśmy śniegu tyle, że miejscami brnęliśmy niemal po pas. Każdy krok kosztował absurdalnie dużo energii ( Szatan musiał wyciągać Szatanice czekanem z zasp ;)) I tak człowiek idzie, zapada się, wyciąga nogę, robi następny krok, znowu się zapada…a Kościelec nadal stoi dokładnie tam, gdzie stał 😉 Dotarliśmy do Karbu. I po raz drugi powiedzieliśmy:wystarczy.

Szczyt: 2. Dwa Szatany: 0.

Trzecie podejście – a więc o co właściwie było tyle hałasu? 

W końcu trafiliśmy tutaj we wrześniu. Bez kontuzji, bez śniegu po pas, bez pogodowych atrakcji. Po prostu normalne, dobre warunki.

I nagle cała magia dwóch poprzednich prób gdzieś zniknęła. Weszliśmy raz-dwa i wreszcie stanęliśmy na Kościelcu. 😈

Przez Karb na Kościelec

Klasyczne wejście prowadzi przez Karb, charakterystyczną przełęcz oddzielającą Kościelec od Małego Kościelca.

I dopiero stąd zaczyna się właściwe wejście na szczyt. Szlak robi się bardziej skalisty i miejscami trzeba pomagać sobie rękami. Nie znajdziemy tutaj jednak ani jednego łańcucha czy klamry. Kościelec nie ma żadnych sztucznych ułatwień i właśnie to nadaje mu charakter. Nie jest ekstremalnie trudny technicznie, ale trzeba czuć się swobodnie w skale. Miejscami pojawia się ekspozycja, są większe skalne stopnie i fragmenty wymagające wyszukania sobie wygodnego sposobu przejścia. Przy suchej skale i dobrych warunkach? Bardzo fajna tatrzańska zabawa.

Kościelec – tatrzański Matterhorn?

Kościelec bywa nazywany polskim Matterhornem – oczywiście bardziej ze względu na charakterystyczną sylwetkę niż rzeczywiste podobieństwo skali obu gór. Patrząc na niego z Doliny Gąsienicowej, trudno jednak odmówić mu urody. Jego ciemna, niemal idealnie zarysowana piramida wyrasta ponad stawami i zdecydowanie dominuje nad krajobrazem.

A kiedy stoi się już na górze, perspektywa całkowicie się odwraca. Pod nami zostają Czarny Staw Gąsienicowy i Zielona Dolina Gąsienicowa, a wokół wyrastają znacznie wyższe szczyty Tatr Wysokich. I wtedy człowiek może wreszcie powiedzieć: No. W końcu 😉

🔴 Szatańska rada – Kościelec pokazuje, ile znaczą warunki

Nasze trzy podejścia do Kościelca są chyba najlepszym przykładem tego, jak bardzo ta sama góra może być zupełnie inną wycieczką w zależności od warunków. Za pierwszym razem nie pozwoliła kostka, za drugim śnieg sprawił, że samo dotarcie do Karbu stało się konkretną wyprawą, za trzecim przyszliśmy we wrześniu przy normalnych warunkach i…po prostu weszliśmy.

Dlatego nie ma większego sensu oceniać trudności szczytu wyłącznie na podstawie wysokości czy kresek na mapie. Czasem największą trudnością Kościelca jest sam Kościelec, a czasem śnieg po pas 300 metrów niżej.

Kościelec – nie ma łańcuchów, ale są ręce do roboty

Od Karbu zaczyna się najciekawsza część wejścia. Kościelec jest pod tym względem trochę przewrotny. Patrząc na jego skalną piramidę z dołu, można spodziewać się nie wiadomo czego, tymczasem przy dobrych warunkach wejście okazuje się całkiem przyjemne. Nie ma tutaj ani łańcuchów, ani klamer, ani drabinek – są za to skały.

Momentami trzeba podeprzeć się rękami, czasami zastanowić się, gdzie najlepiej postawić nogę, ale jeśli ktoś ma już trochę obycia z Tatrami Wysokimi, nie powinno być tutaj większego dramatu. Oczywiście zupełnie inaczej wygląda to przy mokrej skale, oblodzeniu czy śniegu – czego zresztą sami zdążyliśmy wcześniej doświadczyć. 

 

Widoki – środek Doliny Gąsienicowej robi robotę

Położenie Kościelca jest kapitalne. Szczyt stoi właściwie w środku Doliny Gąsienicowej, dzięki czemu z góry można oglądać ją z zupełnie innej perspektywy. Z jednej strony mamy Czarny Staw Gąsienicowy, z drugiej rozsiane po Zielonej Dolinie Gąsienicowej mniejsze stawy, a dookoła skalne otoczenie wysokogórskiej części doliny. Bardzo dobrze prezentują się stąd również granie biegnące w stronę Świnicy, Granatów i całej Orlej Perci.

I właśnie te widoki są jedną z największych nagród za wejście. Kościelec ma tylko 2155 metrów, więc przy sąsiednich szczytach nie imponuje wysokością, ale stoi w takim miejscu, że panorama naprawdę daje radę.

A potem dokładnie tą samą drogą w dół

Kościelec ma jeszcze jedną cechę, o której warto pamiętać: nie zrobimy przez niego przejścia. Na szczyt prowadzi jeden znakowany szlak od Karbu i tą samą drogą trzeba później zejść. To oznacza również mijanie się z osobami idącymi w przeciwnym kierunku, a na bardziej skalnych fragmentach czasami warto chwilę poczekać i przepuścić innych. Po powrocie na Karb można już zdecydować, którędy chcemy zamknąć wycieczkę przez Dolinę Gąsienicową.

🔴 Szatańska rada – nie sugerujcie się naszym drugim podejściem 😂

Jeżeli czytacie, że brnęliśmy w śniegu prawie po pas i skończyliśmy na Karbie, nie oznacza to, że Kościelec jest jakąś zimową bestią, którą trzeba pokonać za wszelką cenę. Wręcz przeciwnie.

Tamtego dnia warunki po prostu nie miały ochoty współpracować. I właśnie dlatego zawróciliśmy. Kiedy wróciliśmy we wrześniu przy normalnych warunkach, różnica była absurdalna. To, co wcześniej zamieniło się w wielogodzinną walkę ze śniegiem, tym razem było po prostu bardzo fajną tatrzańską wycieczką. I chyba dlatego po trzech podejściach Kościelec wspominamy z wyjątkowym sentymentem.

Nie był najtrudniejszy. Po prostu najdłużej kazał na siebie czekać. 😈

😈 Szatański werdykt

Kościelec nie jest najtrudniejszym szczytem w Koronie Turystycznej Tatr, ale nam zdecydowanie nie chciał się dać za pierwszym razem. Ani za drugim. Pierwsza próba skończyła się jeszcze przed Karbem przez kostkę Szatanicy. Przy drugiej zimą doszliśmy do Karbu, przedzierając się przez śnieg momentami prawie po pas. Dopiero za trzecim podejściem, we wrześniu i przy normalnych warunkach, okazało się, że…przecież na ten Kościelec wchodzi się całkiem sprawnie. 😈

I chyba właśnie przez tę historię satysfakcja na szczycie była większa, niż wynikałoby z samej trudności trasy.

Ocena Dwa Szatany 
Widoki⭐⭐⭐⭐⭐
Wysiłek⭐⭐⭐☆☆
Trudność⭐⭐⭐☆☆
Satysfakcja⭐⭐⭐⭐⭐
Czy wrócimy?Pewnie! Tylko może już bez trzech podejść. 😂